Mozaika Berdyczowska

Przez czerwony step

Nowa książka Piotra Kościńskiego

Przez czerwony step
 Przez czerwony step

W czerwcu 2010 r. Warszawie wyszła drukiem nowa książka autorstwa Piotra Kościńskiego pod tytułem «Przez czerwony step». Utwór ten jest dalszym ciągiem akcji, która ma początek w pierwszej książce tegoż autora «Przez czerwoną granicę» i rozpoczyna się podanym niżej wstępem...

«Z woli Stalina Polacy żyjący w okresie międzywojennym w Związku Radzieckim zostali pierwszym «narodem ukaranym». Od polowy lat trzydziestych systematycznie likwidowano polskie szkoły, czytelnie-chaty, gazety. W 1935 roku zlikwidowany został jeden z dwóch polskich rejonów autonomicznych — marchlewski, ze stolicą w Marchlewsku (Dołbysz, po ukraińsku Dowbysz) na Ukrainie, a niedługo potem dzierżyński, ze stolicą w Dzierżyńsku na Białorusi. Rozpoczęła się też wielka wywózka do Kazachstanu Polaków ze zlikwidowanej Radzieckiej Marchlewszczyzny i innych zamieszkałych przez naszych rodaków zachodnich terenów Ukraińskiej SRR.

Eksperyment ze stworzeniem «małej bolszewickiej Polski» w dwóch polskich autonomiach się nie powiódł. Polacy nie wstępowali masowo ani do kołchozów, ani do partii komunistycznej. I to był główny powód represji.

Akcja tej książki rozpoczyna się w roku 1935. Główny bohater w dziejącej się pięć lat wcześniej książce Przez czerwoną granicę mieszkał w Janówce, przypominającej taki trochę mniejszy Marchlewsk. Razem z zawodowym przemytnikiem wyruszył przez «zieloną granicę» do nieodległej Polski, wpadając w wir walki wywiadów. Po powrocie, razem z nowo poślubioną żoną przeniósł się do Berdyczowa. Gdy spotykamy się z nim teraz, mieszka właśnie w tym mieście. Wówczas, tak jak zresztą i dziś, mieszkała w nim niemała społeczność polska...»

Piotr Koscinski
Piotr Koscinski

Piotr Kościński pracuje w redakcji jednej z największych polskich gazet «Rzeczypospolitej». Jest stałym współpracownikiem «Mozaiki Berdyczowskiej». W swoich reportażach często pisze o Polakach zamieszkałych na Ukrainie i Białorusi. Dobrze zna się na rzeczywistości i przeszłości swoich rodaków, którzy wskutek kataklizmów historycznych okazali się po drugiej stronie Zbrucza. Do dyspozycji państwa proponujemy krótki wywiad z panem Piotrem Kościńskim dla naszego pisma.

— Co było powodem napisania «Przez czerwoną granicę» i «Przez czerwony step»?

— Moje kilkakrotne wizyty w Dołbyszu, miejscowości, która wciąż ma największy na Ukrainie odsetek Polaków — ponad 50%. Inspiracją do napisania «Przez czerwoną granicę» była opowieść starszego wiekiem mieszkańca Dołbysza. Zapytałem go, jak przed wojną obchodzono Boże Narodzenie. Odpowiedział: «Choinka przyniesiona chyłkiem, w Wigilię szczelnie zasłonięte zasłony, kolędy śpiewaliśmy półgłosem». Zapytany, czy mieli opłatki, odpowiedział: «Jeśli ktoś przemycił z Polski...» I tak powstała książka o Franciszku Cybulskim ze wsi Janówka, który około roku 1930 przypadkiem wyrusza z zawodowym przemytnikiem. Wędruje do Polski, chcąc m. in. przywieźć opłatek na Wigilię — i wpada w wir walki wywiadów, polskiego i radzieckiego. «Przez czerwony step» to ciąg dalszy, dzieje się na przełomie lat 1935 i 1936.

— Na tle jakich wydarzeń dziejowych rozwija się akcja powieści?

— W 1935 r. zlikwidowano Polski Rejon Autonomiczny im. Marchlewskiego, czyli Radziecką Marchlewszczyznę. A w 1936 r. rozpoczęła się deportacja Polaków z obwodów żytomierskiego, chmielnickiego i winnickiego do Kazachstanu. O tym piszę.

— Dlaczego Pan wybrał właśnie ten okres historyczny?

— Bo jest bardzo ciekawy, a w Polsce mało znany.

— Czy mają bohaterowie utworu realnych prototypów?

— Jednego, konkretnego — nie ma. Ale myślę, że taki Franek jak w obu moich książkach, istniał naprawdę.

— Czego w utworze tym jest więcej: fikcji czy prawdy?

— Bardzo wiele rzeczy pokazanych w książce jest całkowicie prawdziwych. Przynajmniej na tyle, na ile umiałem to pokazać. Ale oczywiście losy głównego bohatera zostały wymyślone przeze mnie.

— Ukazała się druga część «Przez czerwony step». A czy są w Pana planach napisanie następnej, trzeciej części?

— Tak sugerowali czytelnicy. Myślę nad tym. Działaby się podczas wojny... Muszę jeszcze się zastanowić, bo materiałów historycznych na temat tego okresu mam niewiele.

— Co najwięcej pomagało Panu w pracy nad książką?

— Internet. Gdzie indziej szybko znalazłbym informacje o przedwojennej Ukrainie, o deportacjach do Kazachstanu, losach wysiedlonych, o NKWD wreszcie? Potrzeba mi było całe mnóstwo informacji, choćby o stopniach wojskowych NKWD, o mieście Kokczetaw w Kazachstanie, dokąd trafia mój bohater, a wreszcie o przedwojennym Berdyczowie.

— Gdzie można nabyć tę książkę?

— Oczywiście, w Polsce. Najprościej przez Internet, bo jest wiele księgarni internetowych. Także wprost z wydawnictwa: www.ltw.pl.

— Dziękuję za wywiad.

Rozmawiała L. Wermińska

Podziel się linkiem:

Komentarze

Imię z nazwiskiem
Poczta z małpą
Komentarz
 
Яндекс.Метрика