Ciekawostki z archiwum

Чим займалася Бердичівська Міська Рада у 1935 році?

Бердичівська Міська Рада у 1935 році
 

Гортаючи архівні документи продовжуємо вивчати історію нашого міста та району. Нам цікаво чим займалися керманичі Бердичева майже століття тому, які справи їх турбували, які проблеми доводилося вирішувати міській владі. Продовжуємо вивчати протокол №7 від 8 березня 1935 р. засідання президії Бердичівської міської ради, який свідчить про стан справ у Бердичеві в той час.

Восьмим пунктом порядку денного слухали питання про хід виконання плану м’ясопоставок. Перед зібранням виступили доповідачі Цизін — представник Загодскот та Мазур — заготвідділ. Після їх доповідей президія дійшла висновку, що «район до цього часу не виконав плану м’ясопоставок І‑го кварталу. Процентне виконання плану на 5 березня складає всього 40,8%, а в розрізі окремих секторів: по усуспільненому сектору — 48,4%. У виконанні квартальних завдань взяло участь 43,3% всієї кількості господарств району. Виходячи з цього президія міськради ухвалює: Dalej

Głód 1933

Głód
 

W listopadzie naród ukraiński obchodzi smutną i tragiczną datę — rocznicę Wielkiego Głodu lat 1932‑1934. Jest to zjawisko, które jeszcze nie do końca zostało zbadane przez uczonych — historyków, bo wiele białych plam istnieje wokół tych strasznych wydarzeń, stworzonych sztucznie przez władze sowieckie. Mieszkańcy ukraińskich wsi, a mówiąc prościej chłopi — rolnicy ucierpieli najwięcej w tych czasach i o tym teraz wiadomo każdemu obywatelowi Ukrainy, chociaż i spotykają się jeszcze inne opinie, wygłaszane przez posiadaczy umysłów, nasączonych propagandą komunistyczną. W swoim artykule przekażę tylko opowieści zwykłych ludzi, jacy jeszcze pamiętają te czasy z własnego doświadczenia albo z doświadczenia swoich rodziców.

Opowiada pani Leonora Gorecka (z Jaworskich), 1930 roku urodzenia, mieszkanka Berdyczowa:

— Moi rodzice mieszkali na wsi w rejonie Czudnowskim, już nie pamiętam nazwy. Posiadali duże gospodarstwo, żyli w dostatku. Byłam drugim dzieckiem w rodzinie. Wtedy właśnie wypełniłam tylko jeden rok. Tato i mama zostali zaproszeni na wesele. W czasie uczty im ktoś powiedział, że za nimi przyszli i czekają na nich w domu. Rodzice, niedługo dumając, zabrali mnie i brata, który był starszy o dwa lata, i uciekli do Berdyczowa. Uciekli w czym stali, bez żadnych rzeczy. W Berdyczowie mieszkaliśmy w wynajmowanym dwopokojowym mieszkaniu. Od głodnej śmierci nas uratowało to, że tata poszedł pracować na koleję jako ciężarnik. Tam grużono do wagonów zboże, i można było pocichu garść ziaren wynieść wieczorem do domu, chowając ją w bucie czy kieszeni. Z tej niewilkiej garści mama potrafiała ugotować jakąś zupę, albo kaszę. Ojciec stał świadkiem tego, jak w te straszne głodne lata z Ukrainy wagonami było wywożono zboże do Rosji. A tu ludzie umierali z głodu. Po wszystkich drogach walały się trupy spuchniętych od głodu ludzi, którzy starali się uratować w miastach, ale do miast nie stało im siły dotrzeć. We wsiach prowadzono „prodrazwiorstkę”, a po prostu był to rabunek rolników, celem jakiego było zagnać ich do kołchozów. Nasza rodzina przetrwała w czasie głodu jeszcze dzięki temu, że brat ojca mieszkał w Leningradzie, a tam głodu nie było. Stryj wysyłał nam paczki. A mama wymieniła swój ślubny pierścień na żywność. Z tych tragicznych okoliczności skorzystało się dużo nieuczciwych osób, którzy za bezceń skupowywali u głodnych ludzi złoto. Wtedy za bochem chleba można było dostać kosztowny pierścień lub inne drogie klejknoty ze złota. Dalej