Wspomnienia

Tato już nie wrócił...

Nowoczesny kościół Matki Boskiej Fatimskiej w Dowbyszu
 

Po wojnie życie w Dowbyszu do łatwych nie należało. Wielu mieszkańcom tej miejscowości po raz kolejny zajrzał w oczy głód.

— W 1945 roku była wielka susza i nieurodzaj i w następnym roku znów nie było co jeść — wspomina Samuel Arabski. — Jeszcze w 1947 roku głodowaliśmy i dopiero później sytuacja zaczęła się poprawiać. Wtedy, o ile pamiętam, nikt z głodu nie umarł, ale ludzie byli bardzo wynędzniali. Zdarzały się przypadki aresztowań i prześladowań rolników, którzy chcieli coś z kołchozu ukraść nadającego do jedzenia. Pamiętam głośną sprawę Teofili Turowskiej, która później, po upadku Sowietów, została prezesem parafii. W 1947 roku zesłali ją do łagrów na 10 lat. Pełniła funkcję magazynierki w kołchozie. Pewnego razu z jej magazynu dwóch chłopów wzięli dwa worki zboża, bo nie mieli czym nakarmić dzieci. Milicja jednak ich złapała w lesie z tym żytem. Dostali po 15 lat łagrów, a Teofila Turowska trafiła do więzienia za to, że nie dopilnowała magazynu. Odsiedziała 6 lat. Wyszła wcześniej, bo umarł Stalin i ogłoszono amnestię. Wróciła do Dowbysza, pobudowała dom i pracowała w fabryce porcelany. Moje całe rodzeństwo też sprowadziło się do Dowbysza. Wszyscy pobudowali sobie domy. Jedna siostra, druga, dwóch braci. Przy nas zamieszkała mama, która później zmarła i tu ją pochowaliśmy. Ja pracowałem w przedsiębiorstwie, zajmującym się wydobyciem torfu. Nie doczekałem w nim jednak emeretury, bo wydobycie torfu w okolicach Dowbysza się zakończyło i przedsiębiorstwo zlikwidowano. Maszyny przekazano do Olewska, a załogę przeniesiono na Zakład Porcelany. Przed emereturą pracowałem w nim jako kierowca, zarabiając na utrzymanie rodziny. W zakładzie eksploatacji torfu poznałem swoją żonę, też Polkę, Alfredę Felińską, z którą wspólnie przeżyliśmy 60 lat. Zmarła kilka miesięcy temu. Mieliśmy tylko jednego syna, który obecnie mieszka w Winnicy. Siostra mojej żony zapisała mu bowiem mieszkanie, które wcześniej dostał jej mąż jako weteran II wojny światowej. Też był Polakiem i nazywał się Kowalski. Walczył w polskiej armii, do której go zmobilizowano, ale nie chciał zostać w Polsce i wrócił w rodzinne strony. Zawszę z żoną uważaliśmy się za Polaków, jak zresztą cała nasza rodzina. Dalej

Poetka z rozdroża kultur...

Jarosława Pawluk
 

Chodzi o Jarosławę Pawluk (1932—2023), utalentowaną nauczycielkę, poetkę i dziennikarkę, działaczkę polską z Lubara, kobietę z rozdroża dwóch kultur, ukraińskiej i polskiej, ponieważ tworzyła w obu językach.

Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny to czas, kiedy wspominamy krewnych, bliskich, przyjaciół czy znajomych, którzy już odeszli. Patrząc wstecz, myślę o ludziach, których spotkałam, poznałam w różnych sytuacjach, z którymi miałam wiele wspólnego i którzy zostawili ślad w pamięci i sercu. Jestem wdzięczna Bogu, że postawił na mojej drodze osoby dostojne, uczciwe i utalentowane. Jedną z nich jest Jarosława Pawluk.

Poznałam panią Jarosławę w 1992 roku na kursie metodycznym zorganizowanym przez CPN przy Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Po raz pierwszy uczestniczyłam w podobnym przedsięwzięciu. Minął zaledwie rok od upadku Związku Sowieckiego i powstało zapotrzebowanie na nauczycieli uczących języka polskiego, ponieważ zaczęło się intensywne odrodzenie polskości na Ukrainie. Przez berdyczowskie stowarzyszenie polskie zostałam skierowana na ten kurs, bo od trzech lat prowadziłam zajęcia fakultatywne z języka polskiego w miejscowej szkole nr 4. Dalej