Nr 2 (165) 2026 r.
Tato już nie wrócił...
Po wojnie życie w Dowbyszu do łatwych nie należało. Wielu mieszkańcom tej miejscowości po raz kolejny zajrzał w oczy głód.
— W 1945 roku była wielka susza i nieurodzaj i w następnym roku znów nie było co jeść — wspomina Samuel Arabski. — Jeszcze w 1947 roku głodowaliśmy i dopiero później sytuacja zaczęła się poprawiać. Wtedy, o ile pamiętam, nikt z głodu nie umarł, ale ludzie byli bardzo wynędzniali. Zdarzały się przypadki aresztowań i prześladowań rolników, którzy chcieli coś z kołchozu ukraść nadającego do jedzenia. Pamiętam głośną sprawę Teofili Turowskiej, która później, po upadku Sowietów, została prezesem parafii. W 1947 roku zesłali ją do łagrów na 10 lat. Pełniła funkcję magazynierki w kołchozie. Pewnego razu z jej magazynu dwóch chłopów wzięli dwa worki zboża, bo nie mieli czym nakarmić dzieci. Milicja jednak ich złapała w lesie z tym żytem. Dostali po 15 lat łagrów, a Teofila Turowska trafiła do więzienia za to, że nie dopilnowała magazynu. Odsiedziała 6 lat. Wyszła wcześniej, bo umarł Stalin i ogłoszono amnestię. Wróciła do Dowbysza, pobudowała dom i pracowała w fabryce porcelany. Moje całe rodzeństwo też sprowadziło się do Dowbysza. Wszyscy pobudowali sobie domy. Jedna siostra, druga, dwóch braci. Przy nas zamieszkała mama, która później zmarła i tu ją pochowaliśmy. Ja pracowałem w przedsiębiorstwie, zajmującym się wydobyciem torfu. Nie doczekałem w nim jednak emeretury, bo wydobycie torfu w okolicach Dowbysza się zakończyło i przedsiębiorstwo zlikwidowano. Maszyny przekazano do Olewska, a załogę przeniesiono na Zakład Porcelany. Przed emereturą pracowałem w nim jako kierowca, zarabiając na utrzymanie rodziny. W zakładzie eksploatacji torfu poznałem swoją żonę, też Polkę, Alfredę Felińską, z którą wspólnie przeżyliśmy 60 lat. Zmarła kilka miesięcy temu. Mieliśmy tylko jednego syna, który obecnie mieszka w Winnicy. Siostra mojej żony zapisała mu bowiem mieszkanie, które wcześniej dostał jej mąż jako weteran II wojny światowej. Też był Polakiem i nazywał się Kowalski. Walczył w polskiej armii, do której go zmobilizowano, ale nie chciał zostać w Polsce i wrócił w rodzinne strony. Zawszę z żoną uważaliśmy się za Polaków, jak zresztą cała nasza rodzina. Dalej
