Nr 2 (165) 2026 r.
Chrystus jednoczy
Jako Kościół wierzymy, że trzeba szukać dialogu i wzajemnego zrozumienia. To nie nastąpi natychmiast, potrzebne jest długofalowe działanie. — mówi biskup łucki Witalij Skomarowski, przewodniczący Konferencji Episkopatu Ukrainy, w rozmowie z Piotrem Kościńskim.
Historia może łączyć, a może i dzielić. Niestety, rzeź wołyńska — na Ukrainie nazywana „wołyńską tragedią” — widziana jest bardzo różnie po obu stronach granicy. Na ile dla społeczności Wołynia ważna jest ta historia?
Historia jest ważna dla wszystkich, bo to są nasze korzenie, na których wyrastają teraźniejszość i przyszłość. Pytanie: jak widzimy tę historię? ZSRR miał swoją narrację historyczną i wielu ludzi wierzyło w to, czego ich nauczono. Teraz, już w niepodległym kraju, ta narracja jest inna. Ale oczywiście dla ludzi ważna jest wiedza o przeszłości przekazana przez rodziców i dziadków. Dalej
Galeria starych zdjęć
Portret pięknej Jadzi
Na zdjęciu (z około 1932 roku) widzimy młodą, ładną dziewczynę. Przed nią życie, miłość i spełnienie marzeń. Lecz czy tak będzie? Przyszłość pozostaje nieznana.
To Jadwiga Orłowska, córka ekonoma Mariana Orłowskiego, który pracował w majątku ziemiańskim we wsi Brodeckie (obecnie w obwodzie winnickim). Urodziła się 25 października 1912 roku we wsi Słobódka w gminie michałkowieckiej powiecie kamienieckim guberni podolskiej (obecnie obwód chmielnicki). Została ochrzczona 26 grudnia 1912 roku w kościele rzymskokatolickim w Michałkowcach przez proboszcza ks. Antoniego Krościckiego (wypis z księgi metrykalnej kościoła „O urodzeniach”, nr 83). Dalej
Tato już nie wrócił...
Po wojnie życie w Dowbyszu do łatwych nie należało. Wielu mieszkańcom tej miejscowości po raz kolejny zajrzał w oczy głód.
— W 1945 roku była wielka susza i nieurodzaj i w następnym roku znów nie było co jeść — wspomina Samuel Arabski. — Jeszcze w 1947 roku głodowaliśmy i dopiero później sytuacja zaczęła się poprawiać. Wtedy, o ile pamiętam, nikt z głodu nie umarł, ale ludzie byli bardzo wynędzniali. Zdarzały się przypadki aresztowań i prześladowań rolników, którzy chcieli coś z kołchozu ukraść nadającego do jedzenia. Pamiętam głośną sprawę Teofili Turowskiej, która później, po upadku Sowietów, została prezesem parafii. W 1947 roku zesłali ją do łagrów na 10 lat. Pełniła funkcję magazynierki w kołchozie. Pewnego razu z jej magazynu dwóch chłopów wzięli dwa worki zboża, bo nie mieli czym nakarmić dzieci. Milicja jednak ich złapała w lesie z tym żytem. Dostali po 15 lat łagrów, a Teofila Turowska trafiła do więzienia za to, że nie dopilnowała magazynu. Odsiedziała 6 lat. Wyszła wcześniej, bo umarł Stalin i ogłoszono amnestię. Wróciła do Dowbysza, pobudowała dom i pracowała w fabryce porcelany. Moje całe rodzeństwo też sprowadziło się do Dowbysza. Wszyscy pobudowali sobie domy. Jedna siostra, druga, dwóch braci. Przy nas zamieszkała mama, która później zmarła i tu ją pochowaliśmy. Ja pracowałem w przedsiębiorstwie, zajmującym się wydobyciem torfu. Nie doczekałem w nim jednak emeretury, bo wydobycie torfu w okolicach Dowbysza się zakończyło i przedsiębiorstwo zlikwidowano. Maszyny przekazano do Olewska, a załogę przeniesiono na Zakład Porcelany. Przed emereturą pracowałem w nim jako kierowca, zarabiając na utrzymanie rodziny. W zakładzie eksploatacji torfu poznałem swoją żonę, też Polkę, Alfredę Felińską, z którą wspólnie przeżyliśmy 60 lat. Zmarła kilka miesięcy temu. Mieliśmy tylko jednego syna, który obecnie mieszka w Winnicy. Siostra mojej żony zapisała mu bowiem mieszkanie, które wcześniej dostał jej mąż jako weteran II wojny światowej. Też był Polakiem i nazywał się Kowalski. Walczył w polskiej armii, do której go zmobilizowano, ale nie chciał zostać w Polsce i wrócił w rodzinne strony. Zawszę z żoną uważaliśmy się za Polaków, jak zresztą cała nasza rodzina. Dalej


