Galeria starych zdjęć
Portret pięknej Jadzi

Na zdjęciu (z około 1932 roku) widzimy młodą, ładną dziewczynę. Przed nią życie, miłość i spełnienie marzeń. Lecz czy tak będzie? Przyszłość pozostaje nieznana.
To Jadwiga Orłowska, córka ekonoma Mariana Orłowskiego, który pracował w majątku ziemiańskim we wsi Brodeckie (obecnie w obwodzie winnickim). Urodziła się 25 października 1912 roku we wsi Słobódka w gminie michałkowieckiej powiecie kamienieckim guberni podolskiej (obecnie obwód chmielnicki). Została ochrzczona 26 grudnia 1912 roku w kościele rzymskokatolickim w Michałkowcach przez proboszcza ks. Antoniego Krościckiego (wypis z księgi metrykalnej kościoła „O urodzeniach”, nr 83).
Gdy miała osiem lat, po tragicznej śmierci rodziców, wraz z dwojgiem rodzeństwa trafiła do sierocińca we wsi Mała Klitenka (obecnie obwód winnicki). Tam ukończyła szkołę oraz polskie technikum rolnicze.
Z opowieści jej córki, Aliny Krzyżanowskiej, wiemy, że Jadwiga była osobą niezwykle wrażliwą i pełną miłości do literatury polskiej. Znała na pamięć wiele wierszy Adama Mickiewicza, które recytowała. Pięknie grała na gitarze i śpiewała. Zawsze pogodna i życzliwa, łatwo nawiązywała relacje i prowadziła aktywne życie towarzyskie.
W wieku 18 lat poznała swojego przyszłego męża, Borysa Krzyżanowskiego, którego wkrótce poślubiła. Z tego związku urodziło się dwoje dzieci: córka Alina (1932 r.) i syn Konstanty (1937 r.). Rodzina zamieszkała w Żytomierzu, gdzie Borys został skierowany do pracy w urzędzie.
Szczęście rodzinne nie trwało jednak długo. Mąż odszedł do innej kobiety, a Jadwiga została sama z dziećmi. Pracowała jako nauczycielka, starając się zapewnić im spokojne i godne życie.
Nastał rok 1941. Po napaści Niemiec na ZSRS Żytomierz znalazł się pod okupacją. Pracy nie było, a codzienność stała się walką o przetrwanie. Jadwiga wraz z dziećmi przeżyła ten czas z wielkim trudem.
Pomagał jej wówczas pewien Polak ze Lwowa, który pracował u okupantów jako mechanik samochodowy. Przed wycofaniem się wojsk niemieckich z Żytomierza proponował jej wyjazd na zachód. Jadwiga jednak nie zdecydowała się — wciąż miała nadzieję na powrót męża. Tak się jednak nie stało.
W 1947 roku spotkała ją kolejna tragedia. Jej synek Konstanty, w którym pokładała wielkie nadzieje, ponieważ znakomicie się uczył i udzielał społecznie, zachorował na tężec. Infekcja dostała się do organizmu przez niewielką ranę na nodze. Brak lekarstw i możliwości leczenia sprawił, że chłopiec zmarł w szpitalu w strasznych cierpieniach, na rękach matki.
Po tych wydarzeniach Jadwiga nie była już w stanie pracować w szkole z dziećmi i przeniosła się do banku.
Zmarła nagle 22 września 1959 roku w domu, na oczach córki Aliny. Po śmierci syna rozwinęła się u niej choroba serca.
Jadwiga Orłowska była wspominana jako kobieta inteligentna, wykształcona i pełna ciepła, obdarzona poczuciem humoru i talentem do opowiadania historii.
Jej córka Alina ukończyła studia pedagogiczne i przez całe życie pracowała jako nauczycielka matematyki, ucząc dzieci i młodzież akademicką. Dziś Alina ma 93 lata i mieszka w Szwecji u swojego syna, doktora habilitowanego Wiaczesława Krzyżanowskiego.
Larysa Wermińska
Aby otrzymywać informacje o nowych artykułach publikowanych na stronie,
subskrybuj nasz newsletter!