Chrystus jednoczy

Biskup Witalij Skomarowski
Zdjęcie: google.com

Jako Kościół wierzymy, że trzeba szukać dialogu i wzajemnego zrozumienia. To nie nastąpi natychmiast, potrzebne jest długofalowe działanie. — mówi biskup łucki Witalij Skomarowski, przewodniczący Konferencji Episkopatu Ukrainy, w rozmowie z Piotrem Kościńskim.

Historia może łączyć, a może i dzielić. Niestety, rzeź wołyńska — na Ukrainie nazywana „wołyńską tragedią” — widziana jest bardzo różnie po obu stronach granicy. Na ile dla społeczności Wołynia ważna jest ta historia?

Historia jest ważna dla wszystkich, bo to są nasze korzenie, na których wyrastają teraźniejszość i przyszłość. Pytanie: jak widzimy tę historię? ZSRR miał swoją narrację historyczną i wielu ludzi wierzyło w to, czego ich nauczono. Teraz, już w niepodległym kraju, ta narracja jest inna. Ale oczywiście dla ludzi ważna jest wiedza o przeszłości przekazana przez rodziców i dziadków.

W Polsce widzimy, że wzrastają wzajemne pretensje i niechęć Polaków i Ukraińców. Jak to jest po ukraińskiej stronie granicy?

Tu takiej zmiany nie widzimy. Polacy pomagali nam od 24 lutego 2022 r., czyli od początku wojny na pełną skalę. Przyjęli do swoich domów matki i dzieci z Ukrainy, przyjęli całe rodziny. I jesteśmy za to ogromnie wdzięczni. O tym prawdziwym otwarciu serc dla Ukraińców ludzie tu pamiętają, ta wdzięczna pamięć trwa. I to pomimo różnych, czasem dramatycznych wydarzeń w sferze polityki, które mogłyby ją zakłócić.

Co możemy — my, czyli Kościół rzymskokatolicki, zarówno duchowni, jak i świeccy — zrobić, by zamiast niechęci pojawiły się przynajmniej zrozumienie i chęć dialogu?

Kościół jest Chrystusowy, a Chrystus jednoczy. Dla Niego nie było Greka czy Żyda, niewolnika czy wolnego; wszyscy stanowili jedno. Kościół zawsze działa na rzecz jedności. Ten, kto dzieli, jest wrogiem Kościoła.

Tak więc działamy i na Wołyniu, i to od wielu lat. Od kilkunastu lat modlimy się w drugą niedzielę lipca za ofiary ludzkiej nienawiści w czasie II wojny światowej. Zaskoczeniem było dla mnie, gdy pierwszy raz odprawiałem Mszę w Wojutynie, gdzie w 1822 r. narodził się św. Zygmunt Szczęsny Feliński i gdzie pochowana jest jego matka Ewa. Odbywało się to na fundamentach dawnego kościoła katolickiego, a przyszli ludzie ze wsi, a także miejscowe władze i prawosławni duchowni. Spotkaliśmy się ze zrozumieniem i pomocą.

Warto też powiedzieć, że gdy zaczęła się wojna na pełną skalę, nie można było przyjeżdżać z Polski na cmentarze ofiar Wołynia i ich sprzątać. Zrobili to miejscowi, a więc przede wszystkim Ukraińcy. Rozumieli, że tak właśnie powinni postąpić.

Niestety, żyjemy w bardzo medialnym świecie. Pewne sprawy, zwłaszcza konflikty, są przez media wyolbrzymiane. My jako Kościół wierzymy, że trzeba szukać dialogu i wzajemnego zrozumienia. Oczywiście, to nie nastąpi natychmiast, potrzebne jest długofalowe działanie.

Wywiad z Biskupem Witalijem Skomarowskim
Zdjęcie: L. Wermińska

Czy o tych trudnych sprawach możemy rozmawiać z przedstawicielami innych obrządków i wyznań? Choćby z grekokatolikami, silnymi w Galicji Wschodniej, czy prawosławnymi, dominującymi na Wołyniu?

Taki dialog trwa od dawna. Były wspólne listy Kościoła rzymskokatolickiego i greckokatolickiego, były oświadczenia Episkopatu Polski. Teraz świętujemy na Ukrainie 25-lecie wizyty św. Jana Pawła II. Odbyły się uroczystości w Kijowie, a także we Lwowie [w obu tych miastach papież Polak odprawił w czerwcu 2001 r. po dwie Msze św.: w obrządku łacińskim i greckokatolickim — przyp. red.]. Jan Paweł II był wielkim orędownikiem pojednania polsko-ukraińskiego i o tym podczas swojej pielgrzymki mówił.

W 2023 r. w Łucku w Katedrze Świętych Apostołów Piotra i Pawła odbyła się w rocznicę tzw. krwawej niedzieli Msza z udziałem prezydentów Polski Andrzeja Dudy i Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Był obecny ówczesny przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki, a także arcybiskup większy Światosław Szewczuk, zwierzchnik greckokatolickiego Kościoła ukraińskiego, jak również metropolita Epifaniusz, zwierzchnik Kościoła Prawosławnego Ukrainy. Oddaliśmy hołd ofiarom, modliliśmy się o jedność i pokój.

Czy Kościół — i szerzej: Kościoły — mogą mieć wpływ na polityków, by chcieli dialogu?

Nie możemy działać w sposób natychmiastowy, tak że dziś coś powiemy, a jutro oni coś zrobią. Kościół wychowuje ludzi. A kto nas w przeszłości wychowywał? Przecież żaden z Kościołów, czy to katolicki, czy prawosławny. Wtedy raczej zajmował się tym Komsomoł… Ci, dla których wiara jest wartością, będą postępować zgodnie z wiarą. Niestety, wielu polityków pojawia się w kościołach i cerkwiach tylko przed wyborami.

Dla nas w Polsce ważne jest, by wszyscy zabici na Wołyniu zostali godnie pochowani. Czy jest na to realna szansa?

To jest coś, co jest bardzo ważne. Trwające ekshumacje i chrześcijański pochówek ofiar w tej chwili najbardziej służą pojednaniu. Musimy to cenić, aby to rzeczywiście było istotne dla wszystkich.

Pochodzi Ksiądz Biskup z Berdyczowa. W mieście tym jest spora mniejszość polska, reprezentowana w radzie miasta. Podobnie jest na całej Żytomierszczyźnie, gdzie Polaków jest sporo i pełnią różne funkcje we władzach obwodu czy miast. Czy Wołyń pod tym względem jest inny?

Skutki rzezi wołyńskiej i powojennych stalinowskich deportacji Polaków są widoczne. Po wojnie tu, a także w Galicji Wschodniej na ich miejsce osiedlali się zwłaszcza Ukraińcy wysiedleni z Polski. Stąd też w odróżnieniu od Żytomierszczyzny Polaków jest tu stosunkowo niewielu. Ale też na Wołyniu, gdy porozmawiać z ludźmi, trudno nie spotkać kogoś, kto nie miał polskich korzeni — babci czy pradziadka… Rodziny mieszane były czymś oczywistym. Natomiast to, jak ktoś się zachowuje — np. przedstawiciel władz — nie zależy od jego narodowości. Najważniejsze, jakim jest człowiekiem. Czy chce pomagać innym, czy chce robić coś dobrego.

Wywiad z Biskupem Witalijem Skomarowskim
Zdjęcie: L. Wermińska

Trwająca już cztery lata wojna musiała odcisnąć piętno na ludziach. Jak Ksiądz Biskup widzi stan ducha społeczeństwa ukraińskiego?

Ta wojna jest jedną z najdłuższych, trwa przecież dłużej niż I wojna światowa, a jeśli się szybko nie zakończy, może być dłuższa nawet od II wojny światowej… Oczywiście, my tu na Ukrainie sami nie dostrzegamy zmian, ale one są. Byłem niedawno w Odessie i doszło wtedy do dużego ataku rosyjskich dronów. I widziałem kobietę z dzieckiem, która pośpiesznie szukała schronu. Ale wszystko to już tak spowszedniało, że wielu ludzi się przyzwyczaiło do nieustających ataków, nalotów czy wybuchów dronów albo rakiet.

Trzeba jednak podkreślić, że podczas tej wojny nie ma takiego miejsca w całym kraju, w którym człowiek może czuć się bezpieczny. Atak może nastąpić wszędzie. Groźnie jest nie tylko w pobliżu linii frontu czy w Kijowie, ale na całym terytorium Ukrainy. Ludzie są dramatycznie poranieni, potracili bliskich, właściwie każda rodzina kogoś straciła. Oby ta wojna skończyła się jak najprędzej! Ale musimy walczyć, musimy bronić wolności naszego kraju, bo agresor wcale nie chce działań wojennych zakończyć.

Po wojnie konieczna będzie odbudowa Ukrainy, ale chyba nie tylko materialna. Co trzeba będzie zrobić, by po trwającym kilka lat dramacie ludzie wrócili do normalnego funkcjonowania? Czy my w Polsce — także Kościół — będziemy mogli jakoś w tym pomóc?

Najważniejsza jest duchowa solidarność. Znam parafie w Polsce, w których codziennie odmawiany jest Różaniec w intencji pokoju na Ukrainie — i trwa to już cztery lata. Tak jak mówiłem, wielką pomocą było dla nas to, że Polacy przyjęli tych, co uciekali spod bomb; że ci ludzie znaleźli dom i pracę. Ale widzimy też, że wsparcie materialne dalej trwa. W Odessie spotkałem ojca i syna z Polski, którzy przywieźli dary i regularnie przyjeżdżają — zabierają rzeczy do busa i jadą na Ukrainę, w kierunku Chersonia, w pobliże frontu. Korzystając z okazji, za te i inne wspierające nas działania chciałem serdecznie podziękować. Także za zbiórki pieniędzy, które odbywały się we wszystkich parafiach w Polsce.

Po wojnie będziemy prosili przede wszystkim o wsparcie duchowe, o modlitwę. Także o każde inne możliwe wsparcie, bo czeka nas ogromna praca.

Piotr Kościński

Wywiad został opublikowany w tygodniku „Idziemy

Podziel się linkiem:

Aby otrzymywać informacje o nowych artykułach publikowanych na stronie,
subskrybuj nasz newsletter!

Komentarze