Mozaika Berdyczowska

W osiedlu Dowbysz na Żytomierszczyźnie

Etniczni Polacy i katolicy stanowią większość

Kosciół Matki Boskiej Fatimskiej
 Kosciół Matki Boskiej Fatimskiej. Zdjęcie: L. Wermińska

Gdy «Tydzień» przyjechał do Dowbysza, znajdującego się w obwodzie żytomierskim, akurat padał deszcz. Pomimo mgły od razu zobaczyliśmy jeden z największych na Ukrainie nowozbudowanych kościołów pod wezwaniem Matki Boskiej Fatiymskiej. To wieś, gdzie większość ludności to etniczni Polacy i katolicy. Chociaż do granicy z Macierzą mają ponad 500 km, zachowanie tożsamości narodowej dla miejscowych mieszkańców nie jest modą, a hołdem dla ojców i dziadów, za lata ich wygnania i poniżenia.

Ze szlacheckiego rodu
«Moi rodzice byli sierotami, uważano ich tu raczej za biednych. Ojca wzięli do Rady Wiejskiej jako «wykonawcę» — nie wiem co ci «wykonawcy» robili. Likwidowali aparaty do wyrabiania bimbru, odebrali i przewodniczącemu Rady Wiejskiej. Tej samej nocy mojego tatę zabrał «czarna wrona» — opowiada 80-letnia Halina Trybel, matka byłego premiera Ukrainy, Juria Jechanurowa. «Czarna wrona» to samochód, do jakiego bolszewicy wsadzali aresztowanych. Wspomnienia o sowieckim bestialstwie wywołują łzy u stareńkiej wiejskiej nauczycielki. W dzieciństwie ją nazywano Heleną. Jej ojciec Jan Trybel był na zesłaniu 20 lat, za nim pojechały i córki, jedna z których zmarła w drodze.

Żeby zrealizować się i mieć kawał chleba, Helena dużo się uczyła: w Jakutii studiowała język rosyjski, a po powrocie do rodzinnego Dowbysza — ukraiński. Polski zaś trochę zapomniała, chociaż kiedy w kościele msze są odprawiane po polsku, to pani Helena rozumie wszystko.

— Potrafiliśmy zachować swoją polskość dzięki ludziom starszym: naszym babciom, dziadkom, wszystkim, kto wierzył. A wierzyli mocno. Szli na Syberię, do Kazachstanu, ale wiedzieli, że są katolikami — przekonuje miejscowa rolniczka Maria Gorecka. Po polsku pani Maria rozmawia «po miejscowemu», chociaż uczyła się polskiego na zajęciach przy Stowarzyszeniu im. Jana Pawła II, które działa w osiedlu. A jej syn tak dobrze włada językiem polskim, że potrafił studiować na KULu. Od 1996 roku język polski jest nauczany w tutejszej szkole, gdzie na koszt prezesa Stowarzyszenia Polaków Stefana Kurjaty i jego córki wyposażono wyspecjalizowane klasy.

Dowbysz został zaludniony przez przybyszów z centralnej Polski na początku XIX w. Przede wszystkim to byli przedstawiciele zbiedniałej szlachty. Ich mentalność przejawiła się w czasie koletywizacji.: jeśli w 1932 roku na Ukrainie pod przymusem skolektywizowano już 61,5 proc. gospodarstw, to tutejszym rejonie — tylko 16,9 proc. Niepokorny naród «narażał się» na ukaranie, które przyszło szybko. Takich, jak Helena Trybel, masowo deportowano: łącznie wysiedlono 12 tys. osób. Polacy byli jedną z pierwszych narodowości Związku Sowieckim, która ucierpiała ze względu na kryterium narodowościowe.

Krzyż przeciwko pięciokątnej gwieździe
Na początku lat 1980-ch, kiedy w Polsce zadziałała «Solidarność», pomiędzy dowbyskimi Polakami władza organizowała «społecznie osądzenia» wierzących. Oto na tym polegała ich wina: pewna kobieta miała Pismo Święte, które przechowywała w okładce podręcznika języka ukraińskiego, inna słuchała Radia Watykan itd.

Prezes Stowaryszenia Polakow im. Jana Pawla II Stefan Kurjata
Prezes Stowaryszenia Polakow im. Jana Pawla II
Stefan Kurjata. Zdjęcie: L. Wermińska

Dzisiaj być Polakiem w Dowbyszu nie jest wstyd, lecz dumą. Ponad 150 osób posiadają Kartę Polaka, ale nie wszyscy ją wykorzystują dla przekroczenia granicy. Dla niektórych to jest w swoim rodzaju samo rehabilitacja: zawieszają ją na ścianie jako honorowy dokument. Ale wiele dzieci i wnuków już skorzystało z prawa wyjazdu do historycznej ojczyzny. Toteż Polacy we wsi zdecydowanie przeważają, chociaż władze rejonowe, jak uważa Stefan Kurjata, lubią manipulować liczbami: dla sprawozdań wewnątrz ukraińskich Polaków jest się mniej, a gdy z Unii Europejskiej nadchodzi jakaś pomoc charytatywna — liczba Polaków się powiększa. Ośrodkiem życia społecznego jest zazwyczaj, kościół.

Jeszcze pracując jako dyrektor miejscowej piekarni, Stefan Kurjata organizacyjnie pomagał ruchowi polskiemu i katolickiemu. — Nie wstydzę się chodzić po Dowbyszu — chwali się pan Prezes. — Parafia została odnowiona w 1990 roku. Jej rozwojem opiekają się palatyni — jeden z zakonów misyjnych. Pracuje trzech księży, według słów pana Kurjaty «msza to nie jest wiec pod hasłem «niech żyje KPZR!», do niej się trzeba przygotowywać. Na święto odpustowe zjeżdżają tu Polacy z całego obwodu — 3,5 tys. osób.

Aktywną pozycję organizacji dowbyskiej w życiu religijnym p. Kurijata tłumaczy przynależnością do Federacji Organizacji Polskich na Ukrainie, w statucie której zapisana jest ścisła współpraca z kościołem rzymskokatolickim. A twarda wiara pomagała wielu ludziom przetrwać czasy prześladowań.

To, że on sam współpracował z reżimem, prezes polskiego stowarzyszenia wolałby zapomnieć. Najważniejsze, że nadeszły czasy wolności. Ale i dla niego nie wszystko jest zrozumiałe: — Jest u nas komunista — katolik. Mówię do niego — jak cię można zrozumieć? W jednej ręce trzymasz symbol szatana — bilet partyjny, a w drugiej — świecę. Weź, określ się! Lecz ten odpowiedział: «Partii nie porzucę, i kościół też! — mówi.

Problemy z tożsamością niekiedy przejawiają się w inny nieoczekiwany sposób. Młoda dziewczyna Helena Twardowska zwróciła się do Stowarzyszenia im. Jana Pawła II z prośbą o pomoc w wydaniu Karty Polaka, chociaż w dokumentach zapisana jest jako Ukrainka. Przez archiwum SBU udało się ustalić, że jej rodzina była represjonowana, a potomkowie zapisani jako Ukraińcy. Polski konsulat pomógł i teraz pani Twardowska studiuje na uczelni wyższej w Polsce.

Na miejscowym cmentarzu niemało jest nagrobków z polskimi napisami: «Święta Maryjo, módl się za nami!». Oprócz Katolików są też protestanci, baptyści i prawosławni. Są odprawiane wspólne msze przy pomniku ofiar głodu 1933 r. w już nie istniejącej wsi Adamówka (niedaleko Dowbysza).

Kraj mlekiem płynący
W odróżnieniu od krymskich Tatarów, Polakom pozwolono na repatriację do rodzinnych stron. Halina Trybel wspomina: — Kiedy wróciłam, to niemal nikogo nie znałam w Dowbyszu. Ale zatrudniłam się i przepracowałam do emerytury. Studiować dalej nie mogłam, bo miałam na rękach dziecko — mąż pozostał na Syberii. Pracowałam przez trzy lata jako kierownik biblioteki i jako nauczycielka klas początkowych.

Pomiędzy Ukraińcami i Polakami w Dowbyszu problemów nie ma. O stosunkach międzyetnicznych możemy sądzić ze świadectw Swietłany Kornijczuk: «Mój ojciec jest Ukraińcem, synowie... Starszy jest zapisany jako Ukrainiec, a młodszy — Polak. U matki młodsza siostra była zamężna za Rosjaninem, siostrzenica uważa się za Rosjankę.»

Stefan Kurjata za działalność w dziedzinie polityki etnicznej dostał w swoim czasie nagrodę od Obwodowej Administracji Państwowej. — A jak że ja nie mogę znać się na szalonych kwestiach polityki etnicznej, kiedy w wojsku zmusili mnie bym szedł do oddziałów specjalnych, które uczyły Arabów w Libanie jak stawić czoło Izraelowi? Prymitywni ludzie budują sobie na stosunkach etnicznych jakąś tanią politykę, a my się odrodziliśmy i żyjemy wartościowym życiem! — podkreśla, a pewność prezesa organizacji polskiej wywołuje szacunek. Jednak w Dowbyszu są też problemy. I podstawowy z nich — bieda. Przez osiedle płyną białe, mętne rzeczki — wiadomo zaś, że nie z mleka i miodu. To ścieki fabryki porcelany. Najważniejsze tu przedsiębiorstwo ledwo żyje. Zarobki są niewysokie, na poziomie etatów minimalnych. Jednak pan Stefan jest przekonany, że fala inwestycji dotrze i do ich osiedla, jeżeli zostanie odwołany zakaz sprzedaży ziemi. Często ma sprawy z przedsiębiorcami z Polski: niestety boją się inwestować pieniądze na Ukrainie.

Roman Kabaczij
«Tyżdeń» Nr 21, 29 maja — 4 czerwca 2009 r.
Tłumaczyła L. Wermińska

Podziel się linkiem:

Komentarze

Imię z nazwiskiem
Poczta z małpą
Komentarz
 
Яндекс.Метрика