Mozaika Berdyczowska

MSZ zawodzi

Od ponad piętnastu lat współpracuję z mediami polskimi na Ukrainie, aktualnie z dwumiesięcznikiem «Mozaika Berdyczowska» i kwartalnikiem «Krynica» w Kijowie. Zgodnie z grafikiem do połowy lipca, do rąk czytelników powinny już dotrzeć cztery numery «Mozaiki Berdyczowskiej» i trzeci już numer «Krynicy», a tymczasem drukarnię opuścił tylko jeden numer «Mozaiki» i ani jeden «Krynicy». Podobnie jest z wieloma innymi pismami polskimi na Wschodzie. Dlaczego?

Przyczyna jest prozaiczna, acz niepojęta. Od początku 2012 roku — po usilnych i długotrwałych naciskach ministra Radosława Sikorskiego — wspieranie finansowe organizacji polonijnych w całości od Senatu przejęło Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Senatowi pozostawiono tylko ogólną piecze i kontakty z Polonią, ale już bez instrumentów finansowych. MSZ ma w całym świecie liczne placówki dyplomatyczne i konsularne, doświadczonych i rozeznanych w potrzebach Polonii dyplomatów. Miało więc być lepiej, sprawniej, z większą znajomością rzeczy, trafniej i bez przypadków dublowania dotacji. Tymczasem, jak pokazuje półtoraroczna praktyka, jest gorzej, zwłaszcza w odniesieniu do stowarzyszeń polskich na Wschodzie, ich potrzeb i działalności. Szwankuje płynność przekazywania wsparcia. Pleni się biurokracja, ponoć uwarunkowana wewnętrznymi procedurami, których nie można ominąć. A one wydłużają wszelkie decyzje i przekazywanie środków.

Do 1989 roku w byłym ZSRR w języku polskim ukazywał się jedynie «Czerwony Sztandar» w Wilnie (obecnie to «Kurier Wileński»). Zapotrzebowanie na słowo polskie było jednak ogromne. Toteż liderzy powstających stowarzyszeń polskich zakrzątnęli się wokół tego, by pojawiły się w obiegu czytelniczym dawne, historyczne tytuły lub zupełnie nowe, a także słuchowiska radiowe i programy telewizyjne, a następnie i portale internetowe. Wokół każdego z tych mediów zgromadzone jest z zasady liczne grono oddanych sprawie polskiej współpracowników. Mają one mniejsze lub większe kręgi czytelników, słuchaczy i widzów wśród Polaków, w tym młodych, ale również ludności miejscowej, znającej język polski. Jest to ważny oręż tożsamości narodowej, więzi z Macierzą i oddziaływania na poglądy ludzi.

W imieniu Senatu media te współtworzyła, pilotowała i wspierała finansowo Fundacja «Pomoc Polakom na Wschodzie». Co roku wsparcie to wynosiło 5-6 milionów zł, a otrzymywało je w 2011 roku już 90 mediów polskich. Wszystko szło utartym torem, bez większych zgrzytów, zahamowań i opóźnień. Niestety ten dorobek zaprzepaszcza MSZ. Choć ogólne środki w budżecie na cele polonijne nie uległy większej zmianie, to dla mediów polskich na Wschodzie obcięto je prawie czterokrotnie. W bieżącym roku na ten cel przewidziano tylko 1,3 miliona zł. W efekcie dotacje otrzymało tylko 17 mediów i 23 skromne wsparcie po 1000 zł. Ale co można zrobić za tysiąc złotych? Pod wpływem lawinowej krytyki MSZ zdecydował się wyasygnować dodatkowo na polskie media na Wschodzie jeden milion zł. Ogłosił konkurs, który miał być rozstrzygnięty do końca lipca. Wypłynęło nań około 100 wniosków. Będzie to jakiś zastrzyk, ale niewystarczający.

Tu jednak wyłania się pytanie: jaki sens mają konkursy na imprezy, które nie są jednorazowe i incydentalne, tylko mają charakter ciągły, znany i sprawdzalny? W MSZ wyjaśniają mi, że takie są w tym resorcie procedury i nie można ich pominąć. Czyżby?

Konkursy są ponadto ogłaszane za późno, ciągną się długo i rozstrzygane są po miesiącach. A dopiero po zapadnięciu decyzji komisji konkursowej zaczyna się proces przekazywania środków za granicę, co też nieco trwa. W rezultacie redakcje polskie na Wschodzie fundusze w roku ubiegłym otrzymały dopiero w lipcu, a w roku bieżącym jedynie o miesiąc wcześniej. W praktyce oznacza to, że przez pierwsze półrocze wiele redakcji zawiesza swą działalność, bo wsparcia z innych stron z reguły nie mają, a na kredyty czy wyłożenie pieniędzy własnych ich nie stać. Po otrzymaniu zaś opóźnionych dotacji na gwałt drukuje się zaległe numery, a zatem częściowo zdezaktualizowane treści. Taka nieregularność niczemu dobremu nie służy. To zaprzeczenie elementarnej filozofii medialnej.

MSZ zawodzi jednak nie tylko na płaszczyźnie medialnej. Podobnie jest ze wspieraniem nauki języka polskiego czy przedsięwzięć kulturalnych. Nie zapowiada się na rychłą zmianę na lepsze. Na przykład po odwołaniu wiceministra odpowiedzialnego za sprawy polonijne Janusza Ciska, etat ten od kilku miesięcy jest nie obsadzony. Albo MSZ radykalnie zrewiduje swoje błędy i potknięcia na odcinku polonijnym i nada swej polityce w tym zakresie harmonijny rytm, a dotyczy to 20 milionów naszych rodaków, albo też na porządku dnia stanie problem powrotu do poprzedniego stanu, to jest przejęcia dofinansowania Polonii w podstawowym zakresie przez Senat. Mówi się o tym głośno i coraz powszechniej.

Eugeniusz Jabłoński,
Warszawa

Podziel się linkiem:

Komentarze

Kazimierz Sielaff

0:8

22 Grudnia 2013 r.

Poczta autora
A przecież taki to miał być dobry rząd Panie Jabłoński !!
Imię z nazwiskiem
Poczta z małpą
Komentarz
 
Яндекс.Метрика